O mnie

Jeśli dotarłaś/eś na moją stronę internetową, to prawdopodobnie albo jesteś fotografem, który chce sprawdzić moją ofertę lub zobaczyć moje zdjęcia, albo osobą szukającą fotografa na swoje wesele lub inną sesję zdjęciową.  W obu przypadkach – i w każdym innym – zapraszam do przeczytania kilku słów o mnie.

Nazywam się Marcin Marek Kucharzyk i jestem fotografem… Tak wiem, że to brzmi jak wstęp na spotkaniu kółka anonimowych nałogowców i tak ma brzmieć, bo jestem nałogowym fotografem. No może prawie nałogowym. Potrafię żyć bez robienia zdjęć, ale takie życie jest nudne i puste. Fotografia to pasja, która daje mi możliwość pokazania mojej wrażliwości, świata w moich barwach, emocji, piękna. Rzeczywistość, która nas otacza nie zawsze musi być szara i smutna, nawet jeśli czasem na pierwszy rzut oka tak wygląda. Fotografując i dzieląc się zdjęciami mogę trochę zmienić świat na piękniejszy, choćby na króciutką, ulotną chwilę. Zawsze wychodzę z założenia, że szklanka jest do połowy pełna i z wszystkich pojedynczych momentów, które składają się na całe nasze życie, możemy wyciągać te bardziej kolorowe, a dzieląc się nimi z innymi kolorować nasze otoczenie.

Urodziłem się w 1975 roku, więc poznałem już trochę życia. Pierwsze spotkanie z fotografią miałem pod koniec lat 80-tych, gdy znalazłem w domu radziecki aparat Zorka 4 i cienką książeczkę do nauki ekspozycji. Dostałem od rodziców trochę grosza na pierwszą czarno-białą kliszę ORWO i szczęśliwy pojechałem na wakacje. W tamtych analogowych czasach trzeba było bardzo ostrożnie pstrykać zdjęcia, bo klisza miała 36 klatek i nie można było kasować nieudanych fotek. 36 klatek musiało wystarczyć na jeden wyjazd wakacyjny. Potem rozpoczęła się era aparatów cyfrowych, która już prawnie niczym nas nie ogranicza, a na pewno nie ilością robionych zdjęć. Każde nieudane zdjęcie można skasować, a na jego miejsce zrobić 50 innych.

Przez wiele lat ery cyfrowej fotografowanie traktowałem tylko hobbystycznie, więc i sprzęt miałem amatorski. 12 lat używałem hybrydowego superzooma z niewymienną optyką Sony DSC-H2, ale przyszedł czas, w którym stwierdziłem, że już mi nie wystarcza i kupiłem pierwszą w swoim życiu lustrzankę. Po długich lekturach forów fotograficznych zdecydowałem się na używanego Nikona D7100 z kitowym obiektywem Nikkor 18-105. Jednak dość szybko zobaczyłem, że ten obiektyw jest zbyt ciemny i tylko mnie ogranicza, więc dokupiłem jasną stałkę czyli Nikkora 35mm f/1.8G. Dla jednych obiektyw stałoogniskowy to ograniczenie, bo łatwiej jest, nie ruszając się z miejsca, przekręcić pierścień w obiektywie z zoomem i przybliżyć kadr, ale dla mnie to wyzwanie do poszukiwania lepszych kadrów. Nazywam to zoomem w nogach. Zoom w nogach uruchamia w głowie komórki odpowiedzialne za kreatywność, zmusza wyobraźnię do bardziej intensywnej pracy, co często skutkuje świetnymi ujęciami. Oczywiście nic nie zarzucam miłośnikom zoomów, niech każdy używa tego co lubi i potrzebuje.

Po kilku miesiącach przygody z niepełnoklatkowym Nikonem D7100 dojrzałem do kupna pełnoklatkowego aparatu Nikon D750 z genialnym obiektywem Sigma Art 40mm f/1.4.

 

Ciąg dalszy nastąpi. Muszę jechać po żonę do pracy. 🙂

Kontakt

Jeśli chcesz się ze mną skontaktować, zadzwoń proszę na poniższy numer telefonu lub skorzystaj z formularza kontaktowego.

Scroll Up